Oglądaliście film Marcina Ziębińskiego „Banksterzy”?

Film jest wart uwagi, a jeżeli jeszcze go nie widzieliście, to zobaczcie koniecznie. A jeśli już oglądaliście, to dajcie znać, czy zgadzacie się z poniższą recenzją.

 

„Banskterzy” – recenzja prawnicza.

 

Frankowicze na dużym ekranie. Banksterzy – streszczenie, więc czytacie na własne ryzyko.

 

Streszczenie, ale nie zupełne, więc obejrzeć film legalnie, online na jakiejś platformie streamingowej warto. Ale zaczynam subiektywną recenzję.

Niewątpliwym plusem dla reżysera jest, że podjął się, jako chyba jeden z pierwszych tak ważnego tematu społecznego, jakim jest historia frankowiczów. Nie każdy bowiem w Polsce wie i rozumie, na czym polegał problem z frankowiczami. I chociaż można na ten temat przeczytać miliony wpisów, analiz, raportów w Internecie, to jednak dopiero ten film ma szansę trafić „pod strzechy”.

Zaznaczam, że byłem widzem wymagającym. Nie ze względu na walory artystyczne, bo te mogę oceniać jak każdy z Was (i podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami), ale byłem wymagającym widzem ze względu na swoje zaangażowanie w pomoc frankowiczom, wiedzę i doświadczenie.

 

Film „Banksterzy” przedstawia problem frankowiczów bardzo stronniczo. W filmie występuje jasny podział na dobrych – poszkodowanych klientów i złych – przedstawicieli sektora bankowego i finansów. Scenariusz nie przewiduje niuansów, sprawa frankowiczów jest jednoznaczna, a wątki fabularne mają tylko podtrzymać postawioną w samym tytule tezę. Bo przecież „Banksterzy”, to analogia do gangsterów. Podobnie jak oni, tak w filmie przedstawiciele sektora bankowego nadużywają swojej pozycji i poruszają się na granicy etyki i prawa. To duże uproszczenie. I jakkolwiek jestem zaangażowany w pomoc poszkodowanym frankowiczom, to uważam, że takie płytkie potraktowanie całej sprawy deprecjonuje ją. Zakładam, że jednym z celów filmu było pokazanie całej problematyki  poszkodowanych przez banki klientów. Posługiwanie się natomiast stereotypami i narracją spiskową nie służy sprawie. I jakkolwiek uproszczenia oraz duże skróty czasowe można jeszcze wybaczyć – film posiada swoje prawa – zwłaszcza rygor czasowy, to węszenie wszędzie spisku wydaje się być infantylne.

Banksterzy – Vega wykreował nowy styl?

 

Patryk Vega wykreował specyficzne kino zaangażowane. „Bankseterzy” jakby wpisywali się w ten nurt.

Film jednak jest zdecydowanie zbyt wielowątkowy. Reżyser próbuje widzowi wytłumaczyć zarówno jak działał kredyt hipoteczny frankowy — widzimy więc na ekranie Mateusza (Antoni Królikowski), szczęśliwego ojca i męża, który nie może otrzymać kredytu złotówkowego i wbrew radom najbliższych zostaje wmanewrowany w kredyt frankowy przez przebiegłą panią dyrektor oddziału banku – Karolinę (Katarzyna Zawadzka). Widzimy również przedstawiciela biznesu – Artura (Rafał Zawierucha), który staje się ofiarą tzw. opcji walutowych oraz przypadkowych klientów, którzy jednocześnie wykupują polisy na życie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym (mylnie nazywane polisolokatami). To wszystko spowodowało w moim odczuciu  rozmycie tematu.

Zbyt dużo problemów, zbyt mało czasu. Oczywiście – można powiedzieć, że „Banksterzy” to film fabularny, a nie reportaż, jednak wiele wątków nie pozwoliło na pokazanie w pełni jednego mechanizmu.

 

Banksterzy – ludzie, którzy okradli Świat? Spisek świata finansów?

 

Czy obecna sytuacja frankowiczów to efekt spisku światowej i polskiej finansjery? Ten wątek  reżyser nieco uprościł i podkoloryzował zarazem. Kredyty indeksowane  oraz denominowane, to nie tylko wymysł polskiego sektora bankowego, ale także mogliśmy je spotkać w równie wielkim stopniu na Węgrzech. Ich popularność w Polsce wynikała z obiektywnego bogacenia się polskiego społeczeństwa, faktu, że do pewnych pieniędzy i lepszych zarobków zaczęło dochodzić pokolenie urodzone w latach siedemdziesiątych oraz osiemdziesiątych. Jednak czy był to spisek dyrektorów największych banków w Polsce, a także polityków? Raczej nie. To mechanizm zaczerpnięty z Zachodu, udoskonalony, a następnie przekalkowywany przez poszczególne banki. Tyle. Tylko tyle i aż tyle. Tajne spotkania i narady można traktować, jako skrót myślowy, alegorię, ale nie zdarzenie, które mogło mieć miejsce w rzeczywistości. Jako osobę znającą temat, nie spodobało mi się to, co zobaczyłem. W mojej ocenie jest to infantylizm.

„Banksterzy” na faktach? Czy historia aby na pewno prawdziwa?

 

Zdecydowanie film opiera się na faktach, ale nie przedstawia ich w 100%. Oponenci powiedzą, że to niemożliwe, że ważna jest fabuła, zaciekawienie widza. Być może, jednak ten film tworzy obraz krwiożerczych pracowników banków i naiwnych klientów. Wcale tak nie było. W latach największej popularności kredytów frankowych ogólny odbiór społeczny wyglądał tak, że większość niespecjalistów uważała kredyty frankowe za dobre i korzystne. Pracownicy banków dysponowali prospektami i materiałami przedstawiającymi ten produkt bankowy, w jak najkorzystniejszym świetle. Czy musieli się oni zniżać do tak gwałtownych sztuczek manipulacyjnych – śmiem wątpić, ale jeszcze raz powtórzę, rozumiem, że film ma swoje prawa.

 

Czego natomiast zabrakło w filmie w moim odczuciu? Film przemilczał rolę państwa i organów nadzoru. Ich rola jest właściwie niewidoczna. Brakuje jednak pewnego rozdzielenia produktów, ponieważ wrzucanie do jednego worka ubezpieczeń na życie z UFK oaz kredytów frankowych nie jest spójne z rzeczywistością. Zabrakło również pewnej perspektywy czasowej. Widz ma wrażenie, że akcja filmu rozgrywa się w ciągu kilku miesięcy.

 

„Banksterzy” – jakie plusy?

 

Nie będąc ostatecznie malkontentem, przyznaję, że film zwrócił uwagę na problem. Przedstawił całą sprawę z perspektywy ofiar, poszkodowanych – czyli klientów, kredytobiorców. Nie wybielono sektora bankowego, jako sprawcy wszystkich kłopotów.  Obsada aktorska – uprzedzałem, że podzielę się swoimi wrażeniami estetycznymi – jest na najwyższym poziomie: Katarzyna Zawadzka, Rafał Zawierucha, Krzysztof Bosak, Mariusz Bonaszewski, Jan Frycz, Antoni Królikowski i po raz pierwszy, jako czarny charakter – Tomasz Karolak. Taka obsada, to najlepsza strona tego filmu. Myślę, że gdyby reżyser skupił się na wątku „frankowiczów”, a nie mieszał go z innymi tematami, unikał archetypów postaci i nie łączył political-fiction z reportażem i fabułą, to efekt mógłby być lepszy.

 

 

Banksterzy – gdzie obejrzeć?

 

Banksterzy, gdzie legalnie można obejrzeć film? Zawsze opowiadam się za legalnymi źródłami, a więc obecnie jest on dostępny na platformie player.pl.

 

Banksterzy książka dla tych, co wolą słowo pisane od obrazu.

 

Mniejszą popularnością, a szkoda, cieszy się książka „Banksterzy” napisana przez Adama Guza. Można ją też posłuchać na platformach z audiobookami, na przykład w trakcie jazdy samochodem. Ale z tym ostrożnie, bo mechanizmy świata finansów w niej pokazane mogą podnieść Wam ciśnienie.

 

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że „Banksterzy” to tylko zapowiedź kina zaangażowanego społecznie, które będzie w przyszłości przybliżało widzowi tematy społeczne, takie jak kłopoty frankowiczów.

 

Bezpłatna i niezobowiązująca analiza Twojego kredytu frankowego!
Napisz!